Wizyta w Neapolu – część 1

11 marca 2017
Justyna Stasiewicz

Jest pewne miejsce na południu Włoch, gdzie nad gęsto zasiedlonym terenem wznosi się potężny Wezuwiusz, a mieszkańcy cenią życie z taką pasją i czcią, jak gdyby każdy dzień miał być ich ostatnim.

To tu, na każdym kroku spotkamy wizerunki świętych, ozdobione fotografiami ludzi, których mają mieć w swojej opiece. To tu, na ulicy nieznajomy rozsypie nam pod nogami sól na szczęście – a potem zażąda za to zapłaty; W sklepikach znajdziemy półki uginające się od czerwonych rogów, wielkookich sówek i garbatych dziadów, a przejście przez ulice będzie przypominać zręcznościową grę komputerową.

Witajcie w Neapolu – mieście silnie tętniącym życiem. Głośnym, nieco dzikim a przy tym pełnym wspaniałej kultury, sztuki i bogatej tradycji.

Ulice Neapolu

Trochę historii

Legenda głosi, że miasto Partenope zostało założone przez Greków około VII wieku p.n.e, a swoją nazwę zawdzięcza przepięknej syrenie, której martwe ciało znaleziono na brzegu morza. Około VI wieku p.n.e mieszkańcy Partenope, późniejszego Palepolis, przenieśli się do nowego miastaNeapolis.

Historia Neapolu jest niezwykle burzliwa – ścierali się tu przedstawiciele wielu kultur, których echo przeniknęło do sztuki, kuchni, przemysłu. Fakt, że Neapol jest miastem portowym, znacząco wpłynął na rozwój handlu i rzemiosła w tym regionie.

Przemierzając miasto natrafimy na chaos. Na stacji metra ktoś spróbuje sprzedać nam skarpetki, na ulicy będziemy zachęcani do lokalnych produktów, w tym serów takich jak: Mozzarella di bufala czy Provola, pysznych wędlin, malowniczo wyeksponowanych flaków czy świeżych ryb. Dużym zaskoczeniem były dla mnie wszechobecne poziomki!

Flaki i podroby

Neapol

Koralowe rogi na szczęście

Neapol podzielony jest na dzielnice, a Borgo Orefici – dzielnica złotników, to pierwsze miejsce, do którego trafiłam w trakcie mojej podróży po Neapolu. Razem z moim znajomym, Valentino Megale, który zgodził się pełnić rolę tłumacza, stanęliśmy u progu ciężkich, drewnianych drzwi, prowadzących do siedziby firmy Palladino, gdzie niezwykle ciepło przywitał nas właściciel firmy: Luigi Palladino.

Wywiad z Luigim Palladino

Luigi Palladino

Czy mógłby Pan opowiedzieć nam o historii słynnej Dzielnicy Złotników? Kiedy powstała sama dzielnica?

W Neapolu znajdują się w sumie trzy dzielnice, gdzie mieszczą się zakłady złotników z bogatą, wielopokoleniową tradycją. Borgo Orefici jest najstarszą z nich, działającą już w latach 1400 – 1500. Później, rozlokowanie złotników w mieście nieco się zmieniło. Neapol był zorganizowany podobnie jak suk (Rynek/Targowisko) w krajach Arabskich, gdzie wszystkie uliczki przypisane są konkretnej specjalizacji. Można tam znaleźć osobne uliczki z aksamitami, osobne ze złotem i tak dalej. W Neapolu było tak samo – uliczki przypisano konkretnym profesjom, produktom. Dzielnica Złotników powstała za sprawą królewskiej rodziny, która pozwoliła szlachcie na przyjmowanie do pracy rzemieślników. Po II wojnie światowej dzielnica bardzo się rozwinęła, między innymi dzięki temu, że niedaleko był port, do którego zaczęli przypływać Amerykanie – chętni do kupowania takich wyrobów jak kamea, biżuteria z koralu, złota – typowych dla Neapolu produktów. To był złoty okres dla Borgo Orefici.

Czy są jakieś szczególnie znane historie, artefakty związane z Dzielnicą Złotników?

Tak. Taka historia wiąże się ze skarbem Świętego Januarego (San Gennaro). W muzeum Tesoro di San Gennaro mieści się jedna z najbogatszych kolekcji dziel sztuki. Bardzo ciekawym skarbem, które znajdziemy w tym muzeum jest Mitra, wykonana 300 lat temu, właśnie w Dzielnicy Złotników. Artysta, który ją stworzył, miał zakład niedaleko stąd.

Mitra i Muzeum Skarbu Świętego Januarego

Od dwóch lat Konsorcjum Antycznej Dzielnicy Złotników (Consorzio Antico Borgo Orefici) współpracuje z Muzeum Skarbu Świętego Januarego, dzięki czemu turyści, którzy trafili do muzeum San Gennaro, dostają kupony rabatowe na produkty firm znajdujących się w Dzielnicy Złotników i w drugą stronę: osoby odwiedzające między innymi nasz sklep, dostają rabat na bilet do muzeum.

A kiedy Pan zaczął pracować w Dzielnicy Złotników?

Moja historia wiąże się z miastem Torre del Greco, które jest znane z produkcji wyrobów z koralu. Ja zacząłem od pracy właśnie w tym materiale. Na początku uczyłem się w szkole, a po lekcjach pracowałem. Potem, gdy byłem starszy, skupiłem się już przede wszystkim na pracy w koralu. Dopiero, gdy poślubiłem córkę złotnika, moje losy skrzyżowały się z tą profesją. Na początku trafiłem do firmy, która działała w tak zwanych Dzielnicach hiszpańskich (Quartieri Spagnoli) znajdujących się bliżej handlowego centrum Neapolu – morza.

Mieściło się tam około 100 pracowni złotniczych, podczas gdy w tym samym czasie, w Dzielnicy Złotników znajdowało się około 400 pracowni. Te pracownie były bardzo zróżnicowane pod względem wielkości. Znajdowały się tu za równo studia z pojedynczymi pracownikami jak i większe firmy, zatrudniające blisko 50 osób.

Opowieści o losach złotników w Neapolu

W Neapolu była jeszcze trzecia dzielnica, znajdująca się w starej części miasta. Decumani, bo tak nazywa się do dziś, mieściła się niedaleko ulicy Spaccanapoli.

Na przełomie ostatnich 20 lat sporo zmieniło się w układzie dzielnic, narodziło się bowiem Tarì. Jest to miejsce znajdujące się poza Neapolem, które miało doprowadzić do decentralizacji aktywności złotników. Zmieniło się prawo, a przez to wiele z pracowni okazało się nie spełniać wymaganych warunków pracy. Prawie 200 zakładów przeniosło się wtedy z Dzielnicy Złotników do Tarì. Część firm podzieliło się natomiast na dwie części: reprezentatywną – w Dzielnicy Złotników i produkcyjną – w Tarì.

Położenie Tarì

W Caserta narodziła się również Oromare, które skupiało się przede wszystkim na produkcji przedmiotów z koralu i rzeźbionych muszli. Niestety ze względu na kryzys, Oromare przestało się rozrastać i stanęło na pewnym etapie rozwoju. Obecnie znajduje się tam około 80 przedsiębiorców, w tym my (Palladino obecnie jest we wszystkich trzech miejscach: Dzielnicy Złotników, Tarì i Oromare). Zanim powstało Tarì, do Neapolu przyjeżdżali handlowcy z centrum i południa Włoch. Neapol był głównym ośrodkiem zajmującym się złotniczym przemysłem na południu Włoch, więc takie miejsce jak Tarì, nie było wówczas tak bardzo potrzebne jak obecnie.

Czym się charakteryzuje złotnictwo w Neapolu?

Nie ma głównej, charakterystycznej cechy – jest po trochu wszystkiego. Każda metoda i technika wytwarzania biżuterii ma tu swoje miejsce. Jedynie nowe technologie, druk 3D, jest nadal mało popularny. Klient, który pojawi się w dzielnicy złotników rano, z konkretną potrzebą np. wykonaniem pierścienia w złocie z diamentami i 3 karatowym szmaragdem w kształcie owalnym, wejdzie do Dzielnicy Złotników i wyjdzie tego samego dnia, już z gotowym produktem. W dzielnicy znajdują się wyspecjalizowane pracownie, dzięki czemu klient idąc od jednej do drugiej, przechodzi przez kolejne etapy pracy, trochę na zasadzie taśmy produkcyjnej.

Naprawdę? Czy to znaczy, że w Dzielnicy Złotników znajdziemy też szlifiernie kamieni?

Tu pracujemy w muszli i koralu – a kamienie sprowadzamy. Prowadzenie szlifierni w dzisiejszych czasach jest nie opłacalne. W dzielnicy złotników była sławna szlifiernia, gdzie szlifowano diamenty – ale właściciel nie przekazał biznesu dalej i niedawno została zamknięta.

My posiadamy jedną małą szlifiernię w Oromare. Tam wytwarzamy prototypy czy reperacje na pojedynczych kamieniach – jeśli jednak chodzi o produkcje na większą skalę, używamy kamieni z Chin lub Brazylii.

Kamienie od Palladino

W Brazylii przede wszystkim współpracujemy z regionem Teófilo Otoni – to male miasteczko 100 tys ludzi. Specjalizują się w akwamarynach, szmaragdach i kwarcach, ametystach, cytrynach. Żeby tam dojechać, trzeba poświecić dwa dni na dojazd: od Rio De Janeiro do Governador Valadares i na końcu Teófilo Otoni. Trzeba dobrze znać miejscowych ludzi – nie jest to bezpieczny czy spokojny region.

Większość kamieni, w tym syntetyczne, sprowadzamy jednak z Chin nie z Brazylii. Kiedy ja zaczynałem pracować z kamieniami, były one szlifowane przede wszystkim w Niemczech w Idar-Oberstein. W tym małym miasteczku, praktycznie wszyscy mieszkańcy pracowali w branży drogich kamieni. Analogicznie jest w Torre del Greco, gdzie jeszcze 20 lat temu, prawie 50 tys. ludzi pracowało w koralu.

Między Francją a Szwajcarią było jeszcze jedno miasteczko, gdzie znajdowała się jedna w pełni zmechanizowana fabryka, która produkowała kamienie syntetyczne. To był moment, w którym Chińczycy zaczynali podbijać świat swoimi produktami i działo się tak właśnie dzięki Niemcom. To Niemcy w pierwszej kolejności zaczęli wysyłać specjalistów i maszyny do Korei, Tajlandii i w końcu do Chin. Produkt, który w Niemczech kosztował 1 markę, w Chinach kosztował 5 centów. To był powód, dla którego i my zaczęliśmy współpracować z Chinami. Kamienie z Niemiec i Chin, dla kogoś kto nie był fachowcem, wyglądały bardzo podobnie – jednak te chińskie nie umywały się do jakości i kunsztu kamieni oferowanych przez Niemcy.

Historie Pana Palladino

Chińczycy musieli bardzo obniżyć jakość wytwarzanych produktów, by opłacało się im je sprzedawać po tak niskich cenach. Klient nie przyjmował do wiadomości, że Turmalin oferowany przez Niemców jest wart swojej ceny. Kupcy i tak pozyskiwali towar od Chińczyków, nawet jeśli ci wykorzystywali tak naprawdę surowiec, który Niemcy traktowali jako odpad produkcyjny.

W Niemczech było dużo kopalni np. agatu, kwarcu. By wzbogacić kolor surowca, Niemcy stosowali różne metody, w tym przykładowo naturalne metody barwienia za pomocą cukru. Wybierali jednak do tego celu kamienie jak najbliższe barwie, którą chcieli osiągnąć docelowo. Minerały nie zmieniały się wiec diametralnie –były to bardziej kosmetyczne poprawki. Agaty, które zbyt mocno odbiegały od docelowej barwy, były odrzucane i to właśnie te skupowali Chińczycy. Kamienie poprawiane przez Chiny potrafiły tracić swój kolor już po dwóch latach od daty zakupu. Nie przeszkadzało to jednak nabywcom, docelowym klientom. Oczywiście, nie zwracanie uwagi na jakoś surowca nie jest problem tylko naszej branży. Prace, które kiedyś wykonywaliśmy może nie były łatwo dostępne, osiągalne dla każdego, ale były naprawdę dobrej jakości. Obecnie, ludzie nie maja umiejętności docenienia produktu luksusowego, nie jest to wartość, na którą kładą nacisk w pierwszej kolejności.

Mimo tego, że wielu złotników przeniosło się z Dzielnicy Złotników do Tarì, to spora część została tu, na miejscu, a w ostatnich latach ta liczba nawet powiększyła się o nowe firmy. 20 lat temu, w Dzielnicy Złotników, niemal każdy z lokali użytkowych był zajmowany przez złotnika. Wyjątkiem było dosłownie kilka barów.

Od kiedy cześć ludzi przeniosła się do Tarì, zwolniły się lokale, które zajęły osoby pałające się innymi profesjami, jak na przykład fryzjer, krawiec itd. Dzielnica stała się przez to trochę bardziej zróżnicowana od strony profesji. Wcześniej, warsztaty złotnicze ciągnęły się nawet przez trzy pietra jednego budynku… nowe przepisy nie pozwalały jednak na to, by 30 osób pracowało wspólnie na powierzchni nieprzekraczającej 100m2.

Tarì kopiuje trochę układ Dzielnicy Złotników, gdzie wokół dwóch placów nagromadzone były zakłady wytwórców biżuterii. Tam też znajdują się dwie sale, na obwodzie których znajdują się stoiska wystawców. Wystawiają się tam nie tylko osoby z gotowymi produktami ale i firmy oferujące np. kamienie, srebro, narzędzia jubilerskie (400 wystawców).

Plan Tarì

Mimo, że samo miejsce funkcjonuje cały rok, odbywają się tam również dwie imprezy skupiające kupców. Jedna mniejsza, w Marcu i jedna większa, w Maju. Za Tarì stoi praca całej grupy ludzi, współpracujących z konsorcjum ale i z całą rzeszą organizacji zagranicznych. Niedaleko w Torre del Greco stworzono Oromare, które działają podobnie jak Tarì, ale ze względu na kryzys w branży, na przełomie ostatnich kilku lat miejsce to przestało się rozwijać.

Czy jest coś, co chciałby Pan jeszcze dodać od siebie?

Ja czuje się już trochę na uboczu. Obecnie pojawia się coraz więcej nowych technik, jednak mi bliższe są te tradycyjne. Od kilku lat, to mój brat jest tym, który przede wszystkim zajmuje się firmą. On na co dzień pracuje właśnie na terenie Tarì, a razem z nim około 12 osób. Tu, w Dzielnicy Złotników, pracujemy w 7-8 osób. W Oromare 3 osoby i tam jak już wcześniej wspomniałem, mamy szlifiernie kamieni.

Miłość, jaką czuje się do kamieni to coś, co wciąga. To pasja, która raz rozpalona – już nie gaśnie. Pasja stała się też powodem, który pchnął mnie do przeprowadzenia badań nad sposobem osiągnięcia jak najlepszej jakości, nawet jeśli jakość nie koniecznie jest obecnie najważniejsza.

Luigi Palladino i Justyna Stasiewicz

Rzeźbione muszle

Po wywiadzie zachęcono nas do rozejrzenia się po sklepie, a potem przeszliśmy do miejsca, w którym Ivano Iervolino pokazał nam jak oprawia kamienie pod mikroskopem. Atmosfera towarzysząca spotkaniu była bardzo rodzinna. Zaprowadził nas tam pracownik pana Luigiego Palladino, a na miejscu, w trakcie rozmowy wynikło, że wszyscy w dzielnicy bardzo dobrze się znają. Dzieci złotników, od małego przychodzą do zakładów po szkole – by podglądać i uczyć się rzemiosła, przez co praktycznie wychowują się razem.

Ivano Iervolino

To niezwykłe jak wiele historii i życzliwości można spotkać za na pozór zamkniętymi drzwiami. Osobiście byłam pod dużym wrażeniem swobody i pasji z jaką opowiedziano mi historię Dzielnicy Złotników. Myślę, że tak otwarte podejście do drugiego człowieka jest czymś bardzo niezwykłym i cennym.

W kolejnych dniach udało mi się odwiedzić Małe Muzeum Kamei (Il Piccolo Museo del Cammeo), Muzeum San Gennaro oraz firmę Preziosità officina orafa. Materiał, który udało mi się zebrać był jednak tak bogaty, że zdecydowałam się podzielić artykuł na dwie części i to właśnie w kolejnej dowiecie się więcej o wspomnianych miejscach.

Poczekajcie, bo naprawdę warto – a jeżeli kiedykolwiek będziecie w okolicy Neapolu, koniecznie zajrzyjcie do Palladino, a gwarantuje, że wyjdziecie bogatsi nie tylko o nową wiedzę ale i piękne kamienie, wytwarzane z największą pasją.

Powiedz nam co o tym sądzisz